Recenzja Blu-Ray Creed: Narodziny legendy

brec

Ogłoszenie przez studio MGM planów realizacji Creeda wywołało niemałe poruszenie wśród fanów Rocky’ego. Im bliżej premiery tym wątpliwości przeradzały się w ekscytację i kiedy film zadebiutował w kinach stał się jedną z największych pozytywnych niespodzianek 2015 (w Polsce 2016) roku. Aktualnie film można znaleźć na półkach sklepowych.

Czy faktycznie jest warty uwagi? Chyba nie ma wątpliwości, ale zacznijmy od początku.

Główny bohater opowieści to młody pięściarz Adonis Johnson, syn legendarnego Apollo Creeda, który czując potrzebę walki i rywalizacji odkrywa talent przekazany mu w genach przez ojca (zmarłego przed narodzinami syna). O pomoc w treningach prosi Rocky’ego Balboę, który targany wątpliwości ostatecznie otacza pieczą Creeda juniora. Po pierwszej walce i ukrywanej tożsamości pojawia się propozycja wzięcia udziału w pewnym prestiżowym pojedynku. Walka czeka też Rocky’ego, niestety nie na ringu.

Chyba nikt nie oczekiwał filmu mogącego konkurować z ostatnim filmowym Balboą. Nie jestem w stanie wymienić żadnego spin-offu, który byłby na tyle wartościowym filmem, żeby można było go uznać za udany. Tymczasem okazuje się, że film Ryana Cooglera jest świeży, szczery i nokautujący na każdym poziomie. Fabularnie dość przewrotny względem pierwszej części sagi, bo bohater jest przedstawicielem wyższych sfer, rezygnujący z zapewnionych mu dóbr, w celu poszukiwania własnej tożsamości. Tytułowy Adonis brawurowo i elektryzująco został zagrany przez młodego Michaela B. Jordana imponującego zarówno tężyzną fizyczną, sylwetką jak i aktorską wrażliwością., który wiarygodnie wypadł w roli niepokornego pięściarza jak i wrażliwego kochanka. Zresztą wątek romantyczny został bardzo subtelnie i delikatnie przedstawiony. Jednak nie byłoby tej roli gdyby nie Sylvester Stallone, który wespół z ambitnym młodzikiem tworzy chwytający za serce duet. Ta wielokrotnie przywoływana chemia aktorska w tym filmie dzięki dwóm nietuzinkowym aktorom materializuje się. Porywająca kreacja Sly’a – uhonorowana wieloma nagrodami, ze Złotym Globem i nominacją do Oscara na czele – bez wątpienia jest jedną z najbardziej emocjonalnych i wzruszających w całej karierze. „Włoski Ogier” gra pierwsze skrzypce wciąż ujmując (jak to Rocky) prostolinijnością i szczerością. Wciąż jest uczuciowym facetem, który tym razem w jesieni życia nie traci poczucia humoru, ale jest też katalizatorem i nośnikiem żartów wynikających ze zderzenia i konfrontacji pokoleń. Z racji wieku zmaga się z chorobą i życiem (tak, po raz kolejny), nie godząc się mimo utraty niemalże wszystkich bliskich na „doczłapanie” do mety.

AR-AL308_CREED_P_20151111103214

Przez ponad dwie godziny seansu dosłownie wylewa się ogromny szacunek względem oryginalnego filmu. Zdaję sobie sprawę, że szafowanie takimi stwierdzeniami jest łatwe, ale obcowanie z obrazem Ryana Cooglera wzbudza właśnie takie odczucia. Wyrastający na czołowy młody głos czarnej ludności reżyser, pilnując swojej niezależności stworzył autorski film, unikając ingerencji ze strony wytwórni. Wybronił się prawdziwie wielką miłością do kina, oddając serce Creedowi. Co kluczowe całość wspomnianego szacunku nie zasadza się na sentymentalnym żerowaniu, ale wprowadza nową jakość do serii na kilku poziomach (etnicznym, społecznym). Poza walorami emocjonalno-uczuciowymi Creed prezentuje się znakomicie jeśli chodzi o rzemiosło. Bardzo dobrze poprowadzeni aktorzy, świetna reżyseria i kapitalny montaż walk (słynne jedno ujęcie) dodają mu wartości. Novum jest zmiana na stanowisku kompozytora muzyki. Szwed Ludwig Goransson stworzył wartościową ścieżkę dźwiękową, autonomiczną wobec dzieł Billa Contiego, ale jednocześnie oddającą mu hołd. I choć nie ma na niej tak ikonicznych dzieł, to główny motyw przewodni jest bardzo dobry.

Film został doceniony zarówno przez krytyków jak i widzów, którzy sprawili, że zyski w USA przekroczyły 100 milionów dolarów (czego nie przewidzieli najlepsi ekonomiści).

Dzięki firmie Galapagos, wreszcie możemy posiąść ten film na własność. I choć od premiery kinowej do dnia wydania Blu-Ray minęło sporo czasu, bo niemalże 5 miesięcy, to warto było czekać. Jak to się prezentuje? Opakowanie jest klasyczne czyli charakterystyczne niebieskie pudeł

ko. W kwestii walorów audio-wizualnych możemy mówić o wysokiej jakości. Obraz 2.4:1 w rozdzielczości 1080p prezentuje się wzorowo. To co najważniejsze jest wykonane bez zastrzeżeń. Czerń jest czarna, obraz jest krystaliczny i wyrazisty. Szczegóły bardzo wyraźne. Zarówno spokojne jak i dynamiczne sceny prezentują się wyśmienicie i jest to po prostu najwyższa półka. Świetnie ogląda się walka kręcona „jednym ujęciem”. Absolutne mistrzostwo. Podobnie jest z dźwiękiem prezentowanym w DTS-HD Audio. Bardzo dobrze rozmieszczony w kanałach, selektywny zarówno w kameralnych scenach jak i tam gdzie pojawia się aplauz publiczności. Jego moc sprawia, że można poczuć się jak na meczu bokserskim.

b1

Zawartość materiału bonusowego ograniczono do trzech pozycji. W Twórz przyszłość, pamiętaj o przeszłości twórcy przypominają najważniejsze momenty serii Rocky. Zawartość jest mocno skondensowana przeplatana krótki wypowiedziami obsady i autorów cyklu, zarówno byłych jak i tych kreujących narodziny nowej legendy. Całość wydaje się atrakcyjna choć zbyt powierzchowna, bo jak zmieścić 40 lat cyklu w 15 minutach? W Jak zostać Adonisem możemy prześledzić metamorfozę Michaela B. Jordana, który przez rok przygotowywał się do roli Adonisa. Wypowiedzi trenera i dietetyka oraz odtwórców głównych ról dają interesujący obraz ciężkiej pracy nad postacią. Na deser 20 minut świetnych wyciętych scen, które nie zmieściły się do filmu. Albo inaczej, nie były one na tyle potrzebne, bo w przeważającej większości są alternatywnymi odpowiednikami już umieszczonych w filmie i ich wmontowanie do fianlnej wersji obrazu nie popchnęło by narracji historii do przodu. Natomiast są świetnym świadectwem znakomitej aktorskiej formy aktorskiej Sylvestra Stallone’a. Wszystkie dodatki zaopatrzone są w polskie napisy. (informacyjnie: wydanie DVD pozbawione jest scen usuniętych i Twórz przyszłość, pamiętaj o przeszłości). Nieporozumieniem jest piosenka z menu głównego. Jest zwyczajnie słaba.

Blu-Ray z filmem Creed: Narodziny legendy to bardzo dobre technicznie wydanie. Jedynie sekcja dodatków pozostawia pewien niedosyt. Są zwyczajnie za krótkie. Brakuje zwiastunów, jakiegoś komentarza reżysera, ale identyczna sprawa jest z wydaniami poza Polską. Być może za jakiś czas w zbiorczym boxie doczekamy obszerniejszych bonusów. Jednak całość to solidna pozycja, a dla fanów Sylvestra Stallone i filmów bokserskich wręcz obowiązkowa. Polecam się zaopatrzyć.

Napisy: polskie, chińskie, chorwackie, czeskie, angielskie, estońskie, greckie, hebrajskie, węgierskie, koreańskie, łotewskie, litewskie, portugalskie, rumuńskie, rosyjskie, słowackie, tureckie

Lektor: polski, czeski, angielski, węgierski, rosyjski, tajski, turecki.

Dziękuję firmie Galapagos za egzemplarz recenzencki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *