Rocky Balboa

ROCKY BALBOA / ROCKY BALBOA
2006/ premiera USA: 20.12.2006 / premiera polska: 9.03.2007 /czas: 102 minuty / reż: Sylvester Stallone /
obsada: Sylvester Stallone … Rocky Balboa, Burt Young, Milo Ventimiglia, Geraldine Hughes, Tony Burton, Antonio Tarver

budżet: 24,000,000 $ / box-office: 70,270,943 $ (USA) + 85,450,189 $ (świat) / Polska: 135,167 $

Recenzja Caroline:

Rocky Balboa – nasz ukochany Mistrz znów wszedł na ring. I to w jakim stylu. Po jak długiej przerwie. Mistrz nad mistrzami! W tej ostatniej części przygód o filadelfijskim bokserze udowodnił nam i przede wszystkim sobie, że stać go na dużo… na więcej niż się po nim spodziewano. Pokazał nam też, że ŻYĆ i chodzić z podniesioną głową można w każdym wieku… niezależnie od tego co o tym sądzi rodzina, przyjaciele czy klienci w restauracji słuchający historii z dawnych lat. Wszyscy oni myśleli, że czas Rocka juz minął… fajnie, że jest, przekazuje swoje uwagi o świecie, ale tak na serio już nic nie potrafi osiągnąć… a ludzie boją się czy może czują respekt nie przed człowiekiem, który stoi teraz przed nimi, ale przed legendą, która paręnaście lat temu położyła na deski 2-metrowego olbrzyma, sterydowca from Russia czy rozwścieczonego na cały świat Clubbera, czują respekt przed cieniem tamtych wydarzeń. Wydaje mi się, że cała seria miała być taką umoralniającą i podtrzymującą na duchu pigułką udekorowaną świetnymi tekstami, muzyką, scenami walki i małżeńskich (nie zawsze) słodkich perypetii… Teraz wiem coś jeszcze, znam już odpowiedź na nurtujące mnie od dawna pytanie… Rocky Balboa bardziej kochał swoją żonę niż boks. I wydaje mi się, że zrozumiałam to razem z nim dopiero w chwili śmierci Adrian. Ta kobieta, o którą starał się i wymyślał dla niej żarty, która uczyła go czytać, która bała się o niego jak o swój najdroższy skarb… która walczyła o niego i stała za nim murem nawet gdy jej usta mowiły coś zupełnie innego. Gdyby nie Ona Rock nie osiągnałby tego wszystkiego. Ten film uświadomił mi coś bardzo ważnego: meżczyźni byliby nikim bez kobiet. (I odwrotnie-Adrian pewnie do końca życia chodziłaby w trzech swetrach I tych śmiesznych okularach, gdyby nie Rock.) To kobiety pokazują im inny punkt widzenia, to one walczą o ich dusze gdy ci zapominają po co są na tej
planecie, to do nich przychodzą gdy jest im źle… bezwiednie wybierają numer telefonu po cieżkim dniu pracy… Kobieta, która pomogła Rocky’emu przejść przez męczącą drogę aż do samej walki była w tej części Marie…ta Little Marie, którą kiedyś starał się sprowadzić na dobrą drogę… dziś ona stara się pomóc mu dojść do walki. Kto by pomyślał… Piękna była scena w samochodzie Rocky’ego, gdy ta jakże inna od Adrian kobieta wypowiada słowa, które ostatecznie przekonują Rocky’ego, że podjęcie wyzwania jest jedyną słuszną decyzją: fighters fights! I wszystko w tym temacie. Każdy ma inne zdanie o tym filmie… mnie urzekło w nim wszystko: Rocky, muzyka, pies Punching (piękna metafora, tego, że każdy-stary, młody, piękny czy okropny ma prawo do godnego życia…i do walki o nie), słowa, które wypowiada do syna przed swoją restauracją, scena z tym facetem przed barem, który przestraszył się nie Rocky’ego, jaki stał przed nim, ale właśnie tego cienia z dawnych lat, o którym po części mowił Rocky Junior, urzekły mnie też żółwie (jak zwykle), trening i sama walka… zakończenie-mistrzostwo. I wiecie co Wam powiem – Sly zrobił ten film w taki sposób, że czułam obecność Adrian przez cały film… i to nie z powodu restauracji oblepionej milionem zdjęć, nie z powodu wycieczek Rocka na jej grób, nie przez rocznicę i odwiedziny na lodowisku… nie… czułam ją dzięki samemu Rocky’emu… i spojrzeniu jego oczu – widziałam w nich rozpaczliwy smutek i cierpienie, przeraźliwą chęć wrócenia do tamtych chwil, zagubienie – tak jakby ktoś nagle puścił jego dłoń i kazał mu iść dalej po ciemku samemu… niewyobrażalne ukłucie w sercu towarzyszyło mi podczas projekcji całego filmu. Fantastyczna wycieczka sentymentalna, która nawet twardym facetom wyciska łzy z oczu – godne polecenia i kontemplacji… przebiegnięcia myślami przez 5 poprzednich części… dopiero wówczas dochodzi do człowieka fakt, że to już naprawdę koniec… I tylko ci, którzy wiedzą więcej niż inni przeżyją. Banalne? Niekoniecznie – pomyślcie – skąd wziąć tę wiedzę potrzebną do przetrwania? Pomagają w tym takie drogowskazy jak Mickey, Duke, Apollo, Adrian, Rocky Jr., Marie i w końcu Paulie – to ludzie, którzy nas otaczają przekazują nam cenne uwagi, które są jakby dodatkowym życiem w grze – gdy wiesz jak je odpowiednio wykorzystać, odnieść do danej sytuacji – wygrywasz. Rocky wygrał bardzo dużo, ale najwięcej zrozumiał właśnie w tej części… to zawsze był dusza człowiek, ale „Rocky Balboa” pokazał mi, że… że człowiek brzmi dumnie – nie ważne w jakim świecie żyje, ile ma lat, ile lat mu jeszcze pozostało, co robi, co ma, gdzie w tej chwili stoi – człowiek jest ważny niezależnie od okoliczności – za tym słowem podąża cała reszta. Dzięki Rock!

PODSUMOWANIE:
Teraz nadszedł czas, abym wyjaśniła dlaczego przy okazji każdej recenzji „Rocky’ego” prawiłam dziwne morały, dlaczego dopowiadałam swoje przeżycia, dzieliłam się z Wami własnymi myślami… i dlaczego nie były to typowe recenzje. A no dlatego, że i filmy nie są typowe. Chciałam w ten sposób pozostawić jakiś ślad w Waszych myślach i podświadomości. Zdawałam sobie również sprawę, że wszyscy bywalcy tej strony znają na pamięć całą serię o Rocky’m i dlatego pomyślałam, że lepiej byłoby gdybym nadała tym słowom inny wymiar – bardziej metaforyczny, skłaniający do refleksji nad samym sobą, własnym życiem, chciałam, aby te słowa i moje myśli podbudowały Was. Mam nadzieję, że mi się to udało. Mam też nadzieję, że Rocky stanie się dla Was inspiracją do działań, że będziecie śmielej chwytać dzień i szanse, które Wam podtyka pod nos. A do pań czytających te słowa mała uwaga: naśladujcie Adrian… może to za dużo powiedziane… chodzi o to, aby stać murem za swoim mężczyzną, nawet gdy jest twardym jak skała zawodnikiem. Każdy facet jest czasem zagubiony i potrzebuje poczuć naszą rękę na swoim ramieniu. Metamorfoza Adrian w całej serii jest niebywała. Nigdy nie lubiła zajęcia Rocky’ego – przypomnijcie sobie ich pierwszą randkę na lodowisku i jej słowa wtedy. Starała się jednak wspierać go, gdyż z biegiem lat zrozumiała, że on ma dwie miłości: ją i boks i chyba sam nie wie co zajmuje więcej miejsca w jego sercu. Każdy pojawiający się w tych pięciu częściach bohater odciskał swe piętno na Rockym, każdy go trochę zmieniał i kształtował. I każdemu Rock oddawał kawałek swej duszy. I pomyśleć, że te wszystkie rzeczy nigdy by się nie wydarzyły, gdyby nie rezygnacja tego boksera, który miał walczyć z Apollo w pierwszej części filmu. Ale tak to już jest. Jesteśmy tylko małymi puzzelkami w całej olbrzymiej bożej układance. Pamiętajcie też o tym, że Mickey Was kocha. 😉 aha – i jeszcze o tym, że nie ma takiej góry, na którą nie można byłoby wejść (świetna metafora w „Rocky IV”). Ten Sly jest genialny – opowiedział nam niezłą historyjkę. Zaprezentował nam wielką panoramiczną opowieść o kobietach, mężczyznach, ich wzajemnych relacjach, o żądzy władzy, bogactwa i sławy, o miłości, zdradzie, przyjaźni i niematerialnych bogactwach… o życiu. Panoramiczna opowieść o życiu rozłożona na pięć 100 minutowych odcinków. Dacie wiarę?! Całe życie w 8 godzinach! Nie uwierzyłabym, gdybym tego nie widziała. Zatem życzę Wam szczęścia, bo będziecie go (zapewne) potrzebować. I nigdy nie mówcie sami sobie „YOU CAN’T WIN” i nie pozwólcie, aby inni tak mówili. Zawsze tylko „GO FOR IT!”. I do przodu. I… podążajcie za żółtym kurczakiem (nawet jeśli to głupie) i wszystko będzie dobrze.

ROCKY BALBOA: THE BEST OF ROCKY

1. „Gonna Fly Now” (Theme from Rocky) – 2:48
2. „Eye of the Tiger” – Survivor – 3:53
3. „Going the Distance”  – 2:40
4. „Living in America” – James Brown – 4:45
5. „Redemption” (Theme from Rocky II) – 2:41
6. „Fanfare for Rocky” – 2:34
7. „Burning Heart” – Survivor – 3:52
8. „Conquest” – 4:43
9. „Adrianna Pennino” – 1:39
10. „No Easy Way Out” – Robert Tepper – 4:23
11. „Rocky’s Reward” – 2:05
12. „Alone in the Ring” – 1:10
13. „Heart’s on Fire” – John Cafferty – 4:13
14. „Can’t Stop the Fire” – 3:20
15. „Mickey” – 4:38
16. „Overture” – 8:42
17. „It’s a Fight” – Three 6 Mafia – 3:07
18. „Gonna Fly Now” (John X Remix) – 2:56

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*