I po debiucie

CRD207_000035.tif

Kolejna (amerykańska) premiera za nami. Znakomicie oceniany Creed wreszcie zadebiutował na zaoceanicznych ekranach. I poradził sobie rewelacyjnie, przebijając prognozy analityków box office. Pierwsze pokazy mogły zwiastować większe niż przewidywano zainteresowanie. Kolejne dni długiego weekendu w USA tylko to potwierdzały. Creed przy 37 milionowym budżecie zarobił w tradycyjne trzy dni weekendowe blisko 30 milionów, a licząc od Dnia Dziękczynienia zaskakujące 42 miliony (wyświetlany w 3404 kinach). To dało mu solidne trzecie miejsce (tuż za blockbusterami Igrzyska śmierci. Kosogłos część 2 i Dobry dinozaur). Eksperci od hollywoodzkich finansów twierdzą, że przy takich wynikach i małych spadkach frekwencyjnych film Ryana Cooglera będzie miał tzw. „długie nogi” czyli jego żywotność w kinach a co za tym idzie możliwość przynoszenia zysków będzie dłuższa niż tradycyjnie.

1 Komentarz

  1. Z racji, że mieszkam w NY, jestem już po seansie. Dla mnie „Creed”, choć jest spin-offem, to gdyby brać pod uwagę Rockyego jako uniwersum, byłby jedną z lepszych części. Film jest duchowym następcą „czwórki” – tacy już się urodziliśmy, jesteśmy wojownikami mówił Apollo w „Rockym IV” – w „Creedzie” jego syn pokazuje już na samym początku, jako młodzik, jak wiele odziedziczył z instynktu wojownika po swoim zmarłym ojcu. Nie chcę więcej zdradzać, ale powiem tylko tyle – warto czekać! Pojedynki nakręcone są świetnie, finał ogląda się jak realną walkę o mistrzostwo świata! „Creed” jest tym, czym powinien powinien być „Rocky V” od samego początku. Dla mnie, film lepiej spina serię niż „Rocky Balboa”, nie uderza tak mocno w sentymentalną nutę, przez co jest nieco lżejszy – idealnie balansuje na granicy dramatu sportowego i kina dla młodzieży.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*