Co z Tobą Sly?

Mija rok od gali , na której Sly był bliski zdobycia statuetki Oscara. To był też moment po którym jego kariera miała ruszyć w nieco innym kierunku. Odmienny repertuar i większa częstotliwość pojawiania się na ekranie były logicznym następstwem gradu pochwał po Creedzie. I co? I pstro! Kurz po ceremonii już dawno opadł, teraz wszyscy żyją zbliżającą się, tegoroczną, która lada moment. Dla fanów i samego zainteresowanego właściwie nic się nie zmieniło. Przez ponad rok żaden film ze Stallone’em nie pojawił się na ekranach (nie liczę animacji Ratchet & Clank, do której podkładał głos). Co więcej, do żadnego z projektów nawet nie rozpoczęły się zdjęcia – czyli czeka nas co najmniej kolejny rok oczekiwania na efekt końcowy. Tak, wiem, z końcem kwietnia wchodzą Strażnicy Galaktyki Vol. 2, ale tam Sly pojawi się jako gość specjalny . Z jednej produkcji zrezygnował (Godforsaken), najbliższe to obiecujące, ale – jak pokazuje życie – wciąż niepewne projekty (Idol’s Eye, Tough As They Come). Produkcja milczy na temat terminu rozpoczęcia zdjęć, więc tu może dojść także do zawieszenia. Co gorsza forsowane są też dwa sequele. Czwarty film z cyklu Niezniszczalni (ileż można wałkować to samo – to staje się męczące? przecież miało być inaczej!) i tak na dobrą sprawę nikomu niepotrzebny i zbędny kolejny Plan ucieczki. Kompromitująca okazała się też wiadomość z ostatnich dni, głosząca nowinę o zatrudnieniu na stanowisko reżysera Steve’a C. Millera. Nie znacie? Tak podejrzewałem, że to nazwisko może niewiele mówić, bo gość jest zwykłym partaczem i wyrobnikiem, który zrobił ostatnie filmy z Bruce’em Willisem (m.in. Marauders), kierowane od razu na rynek DVD/VOD. Oby jednak Sly nie znalazł się w tym niechlubnie kontynuującym swoje kariery kręgu aktorów jak wspomniany Willis czy Nicolas Cage lub Steven Seagal.
Dzieje się to wszystko nie tak jak miało – w kompletnie odwrotnym od zamierzanego kierunku. Czy Sly opamięta się i wróci na właściwe tory? Trzeba wierzyć, bo nic innego nie pozostaje. Czas skończyć z mniejszym lub większym nieustannym odwoływaniem się do przeszłości – przecież ostatnie dziesięć lat (choć bardzo udane) tak właśnie wyglądało. Dwa powroty Rocky’ego (Rocky Balboa, Creed), comeback Rambo, seria Niezniszczalni (autoironiczna zabawa z wizerunkiem), Kula w łeb (w duchu lat 80.), Plan ucieczki (ziszczenie marzeń o wspólnym filmie ikon kina akcji, które winno powstać dwie dekady wcześniej) czy Legendy ringu (rywalizacja przebrzmiałych gwiazd – analogia do kariery Sly’a dość oczywista – i ponowny powrót do boksu). Paradoksalnie tylko epizodyczna rola w Motywacji była czymś zupełnie świeżym i nie obciążonym przeszłością.
Sly wracaj do nas. Rok czekamy, poczekamy i dłużej, ale cierpliwość ma swoje granice. 😀

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*